poniedziałek, 30 czerwca 2014

Oskar i pani Róża


Jakieś cztery lata temu, lekcja języka polskiego w jednym z gimnazjów. Nowa polonistka, oznajmiając uczniom listę lektur na nadchodzący rok, wypowiada nieznane im wtedy nazwisko - Eric-Emmanuel Schmitt. Jedną z jego książek omówią "jako przykład współczesnej literatury epistolarnej, ale nie tylko". Tak, to było moje gimnazjum. To była lekcja "polaka" w mojej klasie. I wreszcie - ta książka to Oskar i pani Róża.

Nie wiem czy jest ktoś, kto nie kojarzy zarówno autora, jak i samej lektury, no ale żeby nie było: historia ta, zawarta na niespełna osiemdziesięciu stronach, opowiada historię ostatnich chwil życia tytułowego Oskara - chłopca chorego na białaczkę. Za sprawą wolontariuszki, pani Róży (tylko przez chłopaka zwanej ciocią), swoje ostatnie dni przeżywa jak dekady. W sumie, co będę ględzić? I tak pewnie wielu z Was już czytało. Jeśli nie - po więcej odsyłam do samej lektury.

Tę lekturę osobiście cenię i uwielbiam z kilku powodów. Pominąć chciałabym małą prywatę, ale co tam: wszem i wobec oświadczam, iż odkąd przeczytałam Oskara i panią Różę moje postrzeganie literatury bardzo się zmieniło. Niby nic, ale zaryzykuję stwierdzenie, że gdyby nie ta książka, ten blog mógłby nawet nie powstać (dlatego nawet mnie samą dziwi fakt, iż piszę o niej dopiero teraz, no ale...). Dobra, to tyle, bo chyba płynę za daleko...

Oskar i pani Róża należy do literatury epistolarnej, tak niestety rzadkiej w przeszłości i współcześnie (nad czym głęboko ubolewam). Już sam ten fakt powinien skłonić każdego miłośnika literatury (i nie tylko) do sięgnięcia akurat po tę właśnie pozycję.
Nie bez powodu zresztą ten typ literatury polubiłam. Dlaczego? Otóż, tak jak w realnym życiu, tak i w książkach zazwyczaj, listy mają w sobie ten specyficzny rodzaj magii i intymności. W mojej świadomości to wpuszczenie czytelnika w myśli bohaterów; jeden z przykładów to właśnie lektura Oskara ... .

Domeną Schmitta (o czym zdążyłam już wspomnieć przy Tektonice uczuć i Małżeństwie we troje) są oczywiście emocje, jakie wzbudzają jego teksty. Pisarz prostymi, niewyszukanymi słowami, niby takimi zwyczajnymi potrafi zmienić człowieka; sprawić, że zaczniemy się śmiać, wzruszać, smucić, wspominać, wierzyć, marzyć i wszystko inne, co przyjdzie nam na myśl. Zupełnie jak dzieci; trochę nieświadomie, ale szczerze wyrażający to, co w nas siedzi. Może to przez to, że mamy możliwość oczyma dziecka, chorego dziecka, postrzegać rzeczywistość? Że możemy tak jak Oskar, z mądrością w dziecięcych źrenicach poznawać, uczyć się, odczuwać; nienawidzić i kochać... Ażeby koniec końców zdać sobie sprawę, że to nie o dzieciach, a o dorosłych jest ta książka - o ich lękach, marzeniach, niespełnieniach, uprzedzeniach i wielu innych... W końcu, cytując Borysa Pasternaka 
Dzieci są wiecznie szczere, nie wstydzą się prawdy, a my (...) gotowi jesteśmy zaprzedać to, co nam najdroższe, chwalimy to, co nas odpycha i potakujemy temu, czego nie znamy.
Nie oszukujmy się - dzieci są mądrzejsze niż większość z nas myśli, tylko tego nie doceniamy. A szkoda...

Są takie książki, które budzą emocje - bawią, smucą, wzruszają. Takie, które wyzwalają myśli, skłaniają do głębszego zastanowienia się nad pewnymi sprawami. Są też takie, które pozwalają doceniać życie i przywracają wiarę - i za to przede wszystkim tę książkę polecam. 
(...) codziennie patrz na świat, jakbyś oglądał go po raz pierwszy.

13 komentarzy :

  1. U mnie nie omawiało się takich książek - zazwyczaj trafiały na koniec listy, no bo to przecież literatura współczesna. A końce list mają to do siebie, że często nie są realizowane; program się powiększa, godziny są skracane, o języku polskim w szkołach można by mówić wiele, ale ja nie o tym chciałam ;-)
    "Oskara i panią Różę" poznałam dosłownie kilka dni temu. Oczywiście tytuł ani autor nie były mi obce od dawien dawna, ale jakoś zawsze brakowało czasu, żeby poznać tak "oczywistą" lekturę. Aż wreszcie zdecydowałam się na ten krok i jestem absolutnie oczarowana! Poetyka utworu, zarys relacji pani Róży z Oskarem, przeżywanie każdego dnia jak wielu lat... Jest to cudowne opowiadanie na pograniczu metafory i codzienności - zwykłe, a tak przejmujące. Nawet wizerunek Boga jest w tej historii interesujący - a przecież wyższe uczucia i świętości tak łatwo zniszczyć źle postawionym słowem. Co tu dużo mówić - ideał.
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, o podstawie programowej z języka polskiego sama byłabym w stanie co nieco powiedzieć :) Ale przechodząc do rzeczy...
      To jest właśnie domeną Schmitta - opisywać zwykłe sprawy i nadawać im rangę jakiegoś misterium odgrywanego za pomocą emocji i ludzkich uczuć. Wszystko napisane niby tak prosto, banalnie, a każdy szczegół okazuje się być tutaj przemyślany, każde słowo... Relacje bohaterów, wizerunek Boga, przywracanie wiary, ludzkie problemy i zakłamania, walka o odrobinę szczerości, takiej dziecięcej, najczystszej... Rzeczywiście, ideał.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Pięknie przedstawiłaś tą pozycję. Kusisz...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Jeśli kuszę skutecznie, to bardzo się cieszę ;)

      Usuń
  3. Czytałam książkę, oglądałam film, a w mojej szkole, nawet odbył się spektakl teatralny właśnie na podstawie tej książki. Książka jest bardzo krótka i piękna, dlatego powinien znać ją absolutnie każdy! Nie ma czym się tłumaczyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie w szkole poprzestali tylko na filmie i lekturze. Gdybym miała okazję, wybrałabym się i na spektakl. Rzeczywiście, 80 stron dużej czcionki i prostego do zrozumienia tekstu to żadna wymówka ;)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  4. Za pierwszym razem (kilka lat temu) bardzo mnie ta książka poruszyła. Ciekawe, jak odebrałabym ją teraz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama sięgnęłam do "Oskara..." po kilku latach. Teraz już nie jako szkolną lekturę. Mam wrażenie, że książka taka jak ta za każdym razem może nauczyć czegoś nowego. Po takiej przerwie zwraca się uwagę na inne rzeczy i możemy utożsamić ze swoim życiem sytuacje, bohaterów i ich postawy, które są opisane w książce. Po prostu, spojrzeć na nią innymi, dojrzalszymi oczyma... Tak myślę :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  5. Kiedy czytałam Oskara miałam jakieś 18 lat? coś koło tego..pamiętam jak wylewałam łzy.. nie dlatego,że chłopiec musiał umrzeć, to było wiadome od samego początku, ale dlatego,że jego rodzice nie podołali, nie stanęli na wysokości zadania i stchórzyli zamiast wspierać syna.. I do dziś pamiętał schowanego chłopca i jego rozczarowanie kiedy rodzice zamiast pójść go odwiedzić po prostu zwiali ze szpitala bo się załamali. Tyle lat minęło a ja nadal to pamiętam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, "Oskar..." porusza wiele spraw, ale kwestia jego rodziców odbijała się echem w mojej pamięci przez lata, odkąd po raz pierwszy przeczytałam tę książkę. Ten wątek wywołał w mojej głowie batalię niezliczonych myśli, w wielu przypadkach ze sobą sprzecznych; próbowałam pojmować sprawę z perspektywy głównego bohatera, samych rodziców... Ale prawda jest taka, że nie wiemy sami, jak zachowalibyśmy się w podobnej sytuacji, choćbyśmy gdybali i zapewniali, jeśli samemu czegoś nie przeżyjemy.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  6. Może ze mną coś nie tak że tak lgnę do wszystkich książek Schmitta? O.o Cóż, możliwe. Niemniej, zbieram się w sobie, ażeby jedną delikatnie obsmarować, gdyż sytuacja tego wymaga :D
    Również miło mi było Cię poznać :)

    OdpowiedzUsuń

Cześć, witam Cię w moim małym pieprzniku! Chętnie poznam Twoje zdanie na różne tematy; skargi, wnioski i konstruktywne raklamacje również. Zapraszam do komentowania, będzie mi bardzo miło! ;)

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka