poniedziałek, 9 czerwca 2014

Małżeństwo we troje

Twórczość Erica-Emmanuela Schmitta znana jest mi nie od dzisiaj. Zafascynował mnie "Oskarem i panią Różą", zatrzymał przy sobie "Tektoniką uczuć", a moją platoniczną miłość zachował niedawno "Małżeństwem we troje"...
Jest to zbiór pięciu opowiadań. Łączy je jedno - w każdym z nich pojawia się tak zwany 'trójkąt", nie zawsze miłosny, lecz bardzo wiążący bohaterów. Trochę przejęłam się faktem, że polski tytuł książki brzmi "Małżeństwo we troje", zaś oryginalny, francuski to "Les deux messieurs de Bruxelles". Jest to w moim przypadku trochę dziwne... Wracając...

Pierwsze opowiadanie - "Dwóch panów z Brukseli" - opiera się na śledzeniu życia dwóch par; jednej żyjącej w cieniu drugiej. Para mężczyzn przyrzeka, że będą ze sobą do końca życia. Dzieje się to podczas oficjalnych zaślubin w katedrze. Obie przysięgi sprawiają, że pary te stają się sobie bliskie. Co lepsze, nigdy się nie poznały... W kolejnym utworze, zatytułowanym po prostu "Pies", poznajemy lekarza, który przez przeszło cztery dekady przygarniał psy tego samego gatunku nadając im to samo imię. Dlaczego po utracie kolejnego postanawia umrzeć? "Małżeństwo we troje", trzecie z kolei, tytułowe opowiadanie zawiera zaś pierwiastek muzyczny. Kobieta po stracie męża - kompozytora ponownie wychodzi za mąż; nie może zrozumieć fascynacji nowego partnera twórczością poprzedniego. Ostatnie dwa utwory, "Serce w popiele" oraz "Dziecko upiór" traktują zaś o kwestiach medycznych. Poruszane są w nich tematy takie jak transplantologia czy aborcja.

Nie podejrzewałam z początku, że będę miała do czynienia z krótkimi formami - nie ukrywam, poczułam się mile zaskoczona. Liczyłam na powieść, ale Schmitt często zaskakiwał mnie formą swoich dzieł. Biorąc na tapetę chociażby wspomniane wcześniej lektury - "Oskar i Pani Róża" jest powieścią epistolarną, zaś "Tektonika uczuć" - dramatem. Krótkie opowiadania zawarte w "Małżeństwie we troje" to poniekąd kolejna odsłona francuskiego pisarza.

Autor uwagę zwraca przede wszystkim  na emocje. Każde opowiadanie dotyka ludzkich problemów; takich, z którymi do czynienia może mieć każdy z nas, w innym miejscu i czasie. Opisywane są sytuacje i bohaterowie, z którymi w ten czy inny sposób możemy się utożsamić. Zdawałoby się, że Schmitt jest w tym trochę przewidywalny - jak to powiedziała jedna z moich znajomych: "on zawsze pisze takie filozoficzne bzdety o uczuciach, nie mógłby czegoś innego?". Wydaje mi się, że nie mógłby. Co więcej, mam wrażenie, że czytelnicy by go za to znienawidzili. W końcu jakby nie było, pokochali go właśnie z tego powodu - to mistrz grania na ludzkich emocjach, dostarczający wzruszeń.. Odrywa od rzeczywistości i jednocześnie pozwala zdać sobie sprawę, że ten książkowy świat kreowany przez niego to mimo wszystko odbicie tego realnego świata. Sama przyłapywałam się na tym, że czytając utwory Schmitta wzruszałam się, śmiałam, myślałam, nabierałam dystansu....

"Małżeństwo we troje" to kolejna książka francuskiego pisarza, do przeczytania której Was zachęcam (o ile jeszcze jest ktoś, kto po nią nie sięgnął). Opowiadania poruszają tematy z pozoru błahe, lecz pozwalające zatrzymać się na chwilę i skłaniające do przemyśleń. Zastanawia mnie, czy znajdę kiedyś utwór Schmitta, który nie przypadnie mi do gustu. Takie chwalenie go jest trochę nudne... ;)

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Cześć, witam Cię w moim małym pieprzniku! Chętnie poznam Twoje zdanie na różne tematy; skargi, wnioski i konstruktywne raklamacje również. Zapraszam do komentowania, będzie mi bardzo miło! ;)

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka