niedziela, 17 sierpnia 2014

Rok, który wszystko zmienił


Mam nadzieję, że mój brat się za to wyznanie nie obrazi, ale jako mała dziewczynka bardzo chciałam mieć siostrę. Gdybym dowiedziała się jednak, że takową posiadam, moje zdziwienie, szok i niedowierzanie byłyby zapewne ogromne. Taka sytuacja nie spotkała na szczęście mnie, ale bohaterki tejże książki. Problem polega jednak na tym, że emocje te pomnożono razy trzy...

"Rok, który wszystko zmienił" opowiada historię Jessiego Reeda. Stary, zamożny człowiek przegrywający walkę z chorobą, z pomocą asystentki chce odszukać swoje cztery córki. Jednakże, zadanie to nie jest takie proste, jak mogłoby się wydawać. W końcu, to cztery różne kobiety. Elizabeth, Rachel, Ginger i Christina - każda z nich ma inne problemy,cele, marzenia, przeżycia; w każdej obecne są żal, złość, nienawiść, a nawet obojętność... Czy pośmiertny plan mężczyzny się powiedzie? Czy kobietom uda się odnaleźć także miłość?

Po tę książkę sięgnęłam z chęci przeczytania czegoś lżejszego podczas "najdłuższych wakacji w życiu", które powoli działają mi na nerwy i z czystej ciekawości (gdzieś obiło mi się o uszy, że twórczość pani Bockoven porównać można do samej Jodi Picoult - cóż, taka łatka zobowiązuje). Typowa obyczajówka; wydawała się do tego celu wręcz idealna. Teraz czas, by rozwiać wszelkie moje wątpliwości...
"Rok, który wszystko zmienił" NIE JEST wg mnie w żadnym stopniu podobne do stylu pani Picoult. Dużo mu do tego brakuje. Chyba jedyne, co łączy obie autorki to fakt, że stosują podobną formę rozdziałów - każdy rozdział opisywany z perspektywy innego bohatera. Dla mnie to zdecydowany plus; z niewiadomych do tej pory dla mnie względów, ostatnimi czasy lubuję się właśnie w tego typu konstruowaniu powieści.
Inna sprawa, że mimo wszystko, naprawdę - wszystko (za chwilę do tego dojdę), książkę tę czytało mi się dziwnie dobrze i, nie wiedzieć czemu, przeczytałam ją w jakieś... dwa dni? Zważając na moje ograniczenie czasowe w tamtym okresie, uważam to za coś niemal niemożliwego. Z drugiej jednak strony mam wrażenie, że to po prostu wina pozycji, a nie mojego zaniedbania wielu spraw. Może to przez budowę powieści, może przez język, którym autorka się posługuje... Tego nikomu nie powiem, ale wiem, że tempo czytania samoistnie staje się bardzo szybkie. Nie przeszkadzały mi w tego osiągnięciu nawet liczne błędy i literówki, które pojawiły się w czytanym przez mnie egzemplarzu, które doprowadzały mnie chwilami do szewskiej pasji.
Trochę kłóci się z tym wszystkim emocjonalny odbiór "Roku...". Jak już wspomniałam, sięgnęłam po tę pozycję z myślą o lżejszej wakacyjnej lekturze - bez wątpienia spełnia swoje zadanie, ale... Pojawia się tutaj paradoks: im lżejsza tym... cięższa? Georgia Bockowen w swojej książce nie unika tematów trudnych - stawia tezy kontrowersyjne, opisuje decyzje bohaterów, z którymi można się nie zgadzać; nierzadkie były mi podczas czytania sytuacje, kiedy nieobce były mi złość, niemy sprzeciw, smutek... Autorka posługując się prostym językiem, typowym dla współczesnej prozy obyczajowej, sprawiła, że zaczęłam rozmyślać co zrobiłabym w podobnej sytuacji; w głowie miałam wiele scenariuszy, dróg, które mogłabym obrać... Doceniam książki, które tak na mnie działają.

"Rok, który wszystko zmienił" to nietypowa dla mnie lektura. Banalnie niebanalna? Być może, ale jest w niej coś, co sprawiło, że mimo technicznych błędów i niedociągnięć, czytanie jej było dla mnie prawdziwą wakacyjną przyjemnością.

"Miłość nie zawsze przychodzi przewiązana piękną kokardą."

2 komentarze :

Cześć, witam Cię w moim małym pieprzniku! Chętnie poznam Twoje zdanie na różne tematy; skargi, wnioski i konstruktywne raklamacje również. Zapraszam do komentowania, będzie mi bardzo miło! ;)

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka