czwartek, 20 czerwca 2013

Tektonika uczuć


Z twórczością  Érica-Emmanuela Schmitta spotkałam się kilka lat temu, za sprawą "Oskara i pani Róży" (swoją drogą piękna książka, polecam... Być może kiedyś ją zrecenzuję). Nie myślałam nigdy, że los pchnie mnie do przeczytania jakiejkolwiek pozycji tego autora, jednak... No cóż, kiedy usłyszałam, że "Tektonika uczuć" - bo o niej właśnie mowa - okrzyknięta została "literacką perełką autora", z ciekawości postanowiłam po nią sięgnąć.

O czym, a raczej o kim mianowicie jest ta książka? O Diane i Richardzie. Główni bohaterowie tego dramatu darzą się wielkim uczuciem.  On kilka razy nawet jej się oświadczał, ale ona... ona odmawiała. Pewnego dnia ona mówi, że nie kocha, że nigdy nie kochała. On odpowiada tym samym i... rozstają się. Do tego wszystkiego, pojawia się ta trzecia - Elina, którą sama Diane wprowadziła do swojego i Richarda życia. Rozpoczyna się seria wzlotów i upadków, intryg i zawiści, wielkich miłości i wielkich rozczarowań.

"Tektonika uczuć" nawiązuje swoim tytułem treścią do teorii tektoniki płyt - wędrówki płyt litosfery, które - przemieszczając się - wzajemnie się zderzają i ocierają. Prowadzi to do wybuchów wulkanów, oddalania się od siebie kontynentów i występowania trzęsień ziemi. Bez wątpienia, jest to piękne porównanie uświadamiające nam, że wystarczy jedna iskra, jedna chwila, jeden impuls i... jedno niepotrzebne słowo, by nasze życie przewróciło się do góry nogami.

Ostatecznie ukazana zostaje prawda, o której, niestety, wielu z nas zwyczajnie zapomniało - nie wolno bawić się uczuciami. Dokładnie tak, jak w Małym Księciu: "jesteś odpowiedzialny za to, co oswoiłeś". W uczuciach trzeba być szczerym, co więcej - o uczuciach trzeba rozmawiać otwarcie. Mówiąc "kocham" zdawać sobie sprawę z tego, jaką odpowiedzialność  to słowo niesie... że może uskrzydlać i ranić.

Przejdźmy jednak do strony mniej refleksyjnej. Pozycję Schmitta charakteryzuje humor, dynamiczna akcja, barwne postaci... Bohaterowie ociekają pychą, nienawiścią i cynizmem, co czasem może denerwować czytelnika. Czyżby autor próbował ukazać to jak bardzo jesteśmy zepsuci? Bez wątpienia, coś w tym jest. Eric Emmanuel-Schimtt jako filozof  jest dobrym myślicielem oraz obserwatorem. Bohaterowie przedstawieni w "Tektonice uczuć" w najmniejszym wypadku nie są przerysowani czy karykaturalni - takie zachowania obserwujemy codziennie. Tacy są ludzie - angażują się bez powodu, nie są zdolni do bezwarunkowej miłości, nie mają do siebie ani krzty szacunku (oczywiście to nie jest reguła).

Na plus mogę zaliczyć dramat jako formę przedstawienia powyższej historii. Nie jest to długi tasiemiec, który ciężko się czyta i nic z niego nie wynika - wręcz przeciwnie: książka jest krótka, czyta się ją szybko, a można się z niej wiele nauczyć.  Forma dialogów prowadzonych pomiędzy zaledwie kilkoma bohaterami, którzy odbijają swoje słowa jak piłkę jest dodatkowym plusem tej pozycji oraz ciekawą odmianą.

Lekturę "Tektoniki uczuć" oczywiście polecam. Bohaterowie czasem bywają męczący i drażnią, ale są tylko zwykłymi śmiertelnikami - naszym odbiciem: ludźmi, którzy zapomnieli, że czasem wystarczy szczera rozmowa i odrobina zaufania. Pod względem emocjonalnym to historia jakich wiele - o miłości, ulotności uczuć, prawdzie.... Ale to na pewno nie był banał. Nie polecam tej książki za bohaterów czy nietypowe rozwiązania. Nie polecam jej też za świeżość czy odkrywczość. Polecam ją jednak za to, że w jakiś sposób pomaga ludziom kochać.
Nie ma ludzi dobrych i złych, są tylko złe lub dobre uczynki. I ludzie, którzy miotają się między nimi.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Cześć, witam Cię w moim małym pieprzniku! Chętnie poznam Twoje zdanie na różne tematy; skargi, wnioski i konstruktywne raklamacje również. Zapraszam do komentowania, będzie mi bardzo miło! ;)

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka