Nigdy nie miałam większej styczności z niemieckimi twórcami (jak dla każdego licealisty, głównymi ich przedstawicielami byli pisarze z tzw. okresu burzy i naporu, np. Goethe). "Pachnidło" Süskinda poznałam dzięki koledze i muszę przyznać, że pierwsze dzieło niemieckiego pisarza bez wątpienia można zaliczyć do udanych. „Pachnidło” jest oryginalne i zaskakujące. Na swój sposób wyjątkowe i odpychające zarazem. Tak, na pewno. Przede wszystkim jednak, ta książka wprost pachnie... Ale od początku.
"Pachnidło" przedstawia losy Jana Baptysty Grenouille'a - człowieka obdarzonego węchem doskonałym. Dokładnie wyczuwa zapachy, o jakich nawet nie śniło się przeciętnemu człowiekowi. Sam nie posiada własnego zapachu, co odstrasza od niego ludzi, choć nie potrafią podać prawidłowej przyczyny. Ma on swoją obsesję: stworzyć pachnidło idealne i najwspanialsze... Pachnidło z dziewiczego ciała.
Nie dziwi mnie, że książka trafiła na listy bestsellerów, że ciągle jest popularna, że nakręcono kasową ekranizację. "Pachnidło" można pochłonąć łatwo i z przyjemnością; jest to przy tym pozycja niebanalna i dobrze napisana. Nie mogę powiedzieć, że książka ta mnie oczarowała, lecz raczej że zostawiła mnie z mieszanymi uczuciami.
Bez wątpienia zachwyca świat zapachów - w ich opisywaniu Süskind osiągnął bez wątpienia mistrzostwo. Świat opisywany za pomocą aromatów wydaje się piękny i cudowny... no może nie zawsze.
W epoce, o której mowa, miasta wypełniał wprost niewyobrażalny dla nas, ludzi nowoczesnych, smród. Ulice śmierdziały łajnem, podwórza śmierdziały uryną, klatki schodowe śmierdziały przegniłym drewnem i odchodami szczurów, kuchnie – skisłą kapustą i baranim łojem; w nie wietrzonych izbach śmierdziało zastarzałym kurzem, w sypialniach – nieświeżymi prześcieradłami, zawilgłymi pierzynami i ostrym, słodkawym odorem nocników. (...) I, rzecz jasna, najbardziej śmierdziało w Paryżu.
Cóż... dosyć spory kontrast z lawendą, cynamonem, jaśminem czy kwiatem pomarańczy... To główna cecha tej książki: to, co piękne i ulotne miesza się z tym, co paskudne i odrażające - nie tylko jeśli chodzi o zapachy.
Bardzo ważnym dla mnie aspektem stał się obraz XVIII-wiecznego społeczeństwa francuskiego opisywanego przez autora. Większość książek "o epoce" traktuje raczej o wyższych sferach, a tutaj? Brud, smród i ubóstwo. Süskind skupia się w głównej mierze na społeczeństwie z niższych sfer. Mimo momentów zgoła odpychających, autor ukazał ten aspekt... dość groteskowo, czasem wręcz prześmiewczo i brutalnie. Wzmagało to moje zainteresowanie lekturą, lecz chwilami zastanawiało mnie, na ile mogę uwierzyć w prawdziwość opisywanego przez Süskinda obrazu.
Język jest czymś, co autorowi udało się bez wątpienia.Jest on w ciekawy sposób wystylizowany na ówczesny, choć momentami sprawia wrażenie bardziej dzisiejszego - misternego i budującego klimat. Sprawia, że łatwo było mi przenieść się do XVIII-wiecznej Francji, nie pytając samej siebie co chwilę "A może by tak z polskiego na nasze?"
„Pachnidło” jest... niepokojące. Jak podpowiada podtytuł, to „historia pewnego mordercy”. Mordercy przepełnionego nieokiełznaną żądzą zapachu i pozbawionego wyrzutów sumienia. Autor serwuje nam trochę mroku i strachu. Historia jest przez to dość trudna do zaklasyfikowania. Mówiąc najprościej, „Pachnidło” przypomina baśń dosyć.. makabryczną, której lepiej nie opowiadać dzieciom.
Wszystkim innym polecam :)
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz
Cześć, witam Cię w moim małym pieprzniku! Chętnie poznam Twoje zdanie na różne tematy; skargi, wnioski i konstruktywne raklamacje również. Zapraszam do komentowania, będzie mi bardzo miło! ;)