Wielu z Was miało zapewne okazję obejrzeć
"Anioły i demony". Ja również. Jedyne, czego nie mogę sobie wybaczyć
to to, że przed filmem nie przeczytałam książki oraz to, że zwlekałam tak długo
z zapoznaniem się z tak fascynującą pozycją... Dan Brown - urodzony w 1964 roku w
Hampshire wykładowca literatury angielskiej - bardzo świadomie wplątuje
konflikt duszy i rozumu w fabułę powieści.
No właśnie... O czym ona jest? Wykładowca
Harvardu zostaje wezwany do CERNu - genewskiego centrum badań jądrowych w
sprawie zabójstwa tamtejszego naukowca. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby
nie zakres badań uczonego oraz ambigram, który - wypalony na ciele denata - na
nowo odkrywa prawdę o jednym z najpotężniejszych bractw w historii. Na domiar
złego zabójca zabrał coś, co - nieodpowiednio użyte - wyrządzi olbrzymie
szkody. Poznaje również kobietę, która chce odnaleźć zabójcę swojego ojca...
"(...) Czy naprawdę sądzicie, że położą na szali swoje życie w obronie
bajki o człowieku, który chodził po wodzie?"... Oni to robili. Robert
Langdon i Vittoria Vetra, bo o nich mowa, zaryzykowali własne życia by odkryć
prawdę... Prawdę o zabójstwie Leonarda Vetry, o zniknięciu najgroźniejszej
broni ludzkości oraz o tym, co rządzi dzisiejszym światem: nauka czy religia?
Czas również nie działa na ich korzyść - mają niecałe 24 godziny...
Zauważyłam, że dużo osób źle ocenia
narrację z perspektywy różnych bohaterów. Osobiście uważam jednak, iż jest to
wspaniały zabieg, którego Brown użył z prawdziwą precyzją. Zachowana jest
spójność tekstu, zaś końcowe linijki rozdziałów pełne niedomówień i
niewiadomych znakomicie wzmagają napięcie.
Moje obawy (niepotrzebne z resztą) budziły
jednak same rozdziały. Jednakże wydaje mi się, że ich ilość i objętość
sprawiły, iż książkę czyta się zdecydowanie szybciej, podążając za niezwykle
wartką akcją. Czytelnik z zaciekawieniem "pochłania" ją w małych
kawałkach.
Sama fabuła oparta jest na konfrontacji
nauki z Kościołem, czego skutkiem są zawarte w książce fakty historyczne i
fizyczne, co jest świetnym uzupełnieniem lektury. Miłym plusem są zawarte na
początku książki mapy Rzymu oraz Watykanu
Autor zachwyca również konstrukcją
wydarzeń - bez wątpienia Dan Brown osiągnął mistrzostwo w budowaniu napięcia. Z
wypiekami na twarzy śledziłam losy bohaterów i zagadki, dzięki którym razem z
Langdonem i Vetrą mogłam podążać po Ścieżce Oświecenia. Napięcie rośnie, a my
wcale nie jesteśmy bliżej rozwiązania zagadki. Dobrze wykorzystane zwroty
akcji, nowe ślady, nowi podejrzani...
No właśnie... Jak ukazani są tutaj bohaterowie?
Brown przedstawiając dwójkę głównych bohaterów wykorzystał typowe zestawienie
dwóch sprzeczności. Z jednej strony Robert Langdon - cichy, ułożony wykładowca
Harvardu badający symbole religijne; z drugiej zaś Vittoria Vetra - żywiołowa i
uparta pani fizyk z trudną przeszłością. Niemniej jednak, dzięki jednemu
aspektowi takie zestawienie czytelnika nie nudzi. Robert Langdon to bohater
dynamiczny. Na skutek wydarzeń, w których - chcąc, nie chcąc - bierze udział
zmienia się, jego uczynki są bardziej spontaniczne, powodowane chęcią pomocy,
adrenaliną, rodzącym się uczuciem... Na plus autorowi można zaliczyć to, że
zażyłości między głównymi bohaterami nie wysuwa na pierwszy plan, jest
jedynie tłem dla rozwijającej się i nabierającej tempa akcji. Bardzo ciekawą postacią wydał mi się
również... Assasyn, socjopatyczny i sadystyczny zboczeniec. Morderstwo wynosi
na wyżyny, do rangi rytuału, który wymaga poświęcenia i skrupulatności. Żyjący
by odbierać życia, by zabijając poczuć dreszcz ekstazy, który silniejszy jest
od jakiegokolwiek narkotyku.

Brak komentarzy :
Prześlij komentarz
Cześć, witam Cię w moim małym pieprzniku! Chętnie poznam Twoje zdanie na różne tematy; skargi, wnioski i konstruktywne raklamacje również. Zapraszam do komentowania, będzie mi bardzo miło! ;)