środa, 8 lutego 2017

Rok w męskim świecie? Da się przeżyć!


Co poniektórzy zdążyli już do tego przywyknąć. Inni - niekoniecznie. Kolejni jeszcze o tym nie wiedzą. Linie, które widzisz na zdjęciu wyżej wyznaczają moje domy, wiele domów. Żeby być bardziej precyzyjną - na wielu B-klasowych kartofliskach centralnego Podkarpacia. Spędzam tam niemal każdy weekend podczas rundy. Przebieram się z facetami. Żyję w świecie pełnym testosteronu, przekleństw, potu i... słonecznika (serio, ktoś mi kiedyś wyjaśni ten fenomen?). Za niedługo minie rok od zdania mojego egzaminu sędziowskiego więc nie dziwne, że naszło mnie na trochę prywaty w tym zakresie. Na zdjęciu w nagłówku chciałam wstawić swoje zdjęcie z boiska, ale sorry - na każdym mam minę, którą powinno się przerobić w Photoshopie.

UWAGA! W dalszej części tekstu pojawi się sporo słów typowych dla B-klasowego półświatka. Jeśli ktoś nie lubi, to niech nawet nie czyta dalej.
Dokładnie 13 marca 2016 futbolówka stała się częścią mojego świata. Przeżyłam stres gorszy niż przed maturą i wysiłek okupiony płaczem po pierwszej nieudanej próbie przebiegnięcia swoich pierwszych interwałów w zatrważającym dla mnie tempie. Stałam się sędzią (nie sędziną, for God's sake!). Piłka nożna to męski sport, ale jest w nim miejsce też dla kobiet nieśmiało przedzierających się do tego świata. I o ile grających dziewczyn jest coraz więcej, to sędziujących -  niekoniecznie. Jakoś specjalnie mnie to nie dziwi - naprawdę, czasami męczące stają się pytania: Sędziujesz?, Przebierasz się z facetami?, Lubisz piłkę nożną? i - a jakże - Wiesz co to spalony?. Cholera! Tak, wiem. I na pozostałe 3 pytania też odpowiadam: tak, tak i... tak. Ale życie kobiety-sędzi to, moim skromnym zdaniem,  zarówno wady, jak i zalety (no, bo przecież nie może być zajebiście).

Zacznijmy od tego złego, bo w końcu lepiej skończyć zawsze na dobrym. Jestem kobietą. To samo w sobie nie jest złe. Jestem kobietą w świecie zdominowanym przez mężczyzn. Trochę gorzej. Ocenia się mnie przez pryzmat tego, że jestem kobietą w świecie zdominowanym przez mężczyzn. O, to to! Tu jest własnie pies pogrzebany. Postrzega się moją pracę ze względu na płeć. Tak, pracę - podkreśliłam to! To nie tylko pasja skoro mi za to płacą (nieważne, że marnie; nie dla hajsu ludzie zostają arbitrami). Nie mówię tutaj od razu o naruszaniu praw człowieka, w żadnym wypadku! Po prostu - przyjeżdżając na teren boiska jestem okazem. Patrzą, komentują, oceniają... Nie zawsze konstruktywnie. Na wstępie się mnie szufladkuje. Przyjeżdżam, wychodzę jedna i obok mnie dwudziestu czterech kipiących testosteronem facetów, z czego tylko dwóch jest po mojej stronie barykady. Świetne proporcje, nie ma co. 

Dobra, żeby nie było. Tak, ten osobnik w żółtym, pierwszy z lewej - to ja. Zdjęcie od tzw. dupy strony - wspominałam, że podczas meczów twarz jest jakaś niewymiarowa... (24 sierpnia 2016 r., Rzeszów)
Reakcje na mój widok bywają różne - najczęściej zależą od tego, czy którejś drużynie sędziuję po raz pierwszy, czy kolejny. W końcu do wszystkiego ponoć idzie się przyzwyczaić. Jeśli posiędziujesz źle, słyszysz, że nie powinnaś zostać wypuszczona z kuchni i  powinnaś zapieprzać przy garach. Posędziujesz dobrze - wyjdzie, że nieźle, jak na kobietę.
Osobiście rzadko w moją stronę leciały przykre teksty, ale nie ominęły i  mnie. I naprawdę, bywały krzywdzące.  No, niecodziennie ktoś wykrzykuje w Twoją stronę teksty typu: Co ty debilko kurwa odpierdalasz? W drugą stronę było!, Sędzia-pizda (bo w końcu do kobiety chuj trochę nie pasuje) czy Módlcie się, żebyście wyjechali! Dlatego też nie każda z nas, babeczek, może to znieść. Trzeba mieć mocną psychikę i za nic w świecie nie rozpłakać się na meczu. W domu już można (bo kto broni?). Serio, nikt o zdrowych zmysłach nie pozwala sobie na takie teksty w swoim kierunku. Seksistowskie żarty, przekleństwa, wyzwiska - spowodowane kontrowersyjnymi akcjami (lub ich brakiem); ot, taki folklor, ale nie każdy zniesie.
Nie zapominajmy też o realiach typowego boiska. Nie ma tam miejsca na specjalne szatnie lub prysznice dla przedstawicielek płci pięknej. Ba, jeżeli takie miejsca w ogóle są to już jest dobrze! Dlatego znowu wracam myślą do tego folkloru, który sprawia, że przebieramy się przy chłopakach. W moim przypadku okazało się to przelaniem czary goryczy w kilku związkach. Bo nikogo nie obchodzi, że sędziowie są wyrozumiali i wychodzą paniom z szatni jeśli one o to poproszą. Pod prysznic też się nie pchają. Szanujmy się, God damn it

Drogie Panie, pamiętajcie - to, że faceci na Was lecą nie zawsze jest dobre. Jak w Was wbiegają - tym gorzej. Mój debiut "na środku" podczas VI Turnieju Piłki Nożnej Placówek Opiekuńczo-Wychowawczych (9 września 2016 r., Tarnobrzeg)
Nie, żeby było od razu tak tragicznie. Gdyby tak było, nie wytrzymałabym tutaj (mam na myśli kolegium sędziowskie) nawet dwóch tygodni, ku niezadowoleniu męskiej części piłakrskiej populacji. Zdziwieni? Ja niekoniecznie - przecież nieważne w jakim charakterze pojawiam się na boisku. Jestem dziewczyną między facetami, więc się patrzą. Zwracam na siebie uwagę samym faktem pojawienia się. Polecam każdej dziewczynie, która ma jakiekolwiek kompleksy! Co weekend słyszę, że mam ładne nogi, piękny uśmiech i zgrabny tyłek. Pocałunki w rękę - potwierdzam, zdarzają się. Zaproszeń na randkę też dostałam od groma i tylko cieszyć się, że jeszcze nikt mi się na boisku nie oświadczał!
Uwielbienie facetów rodzi też podziw kobiet. Najpierw zdziwienie, ale to mało istotny szczegół. Mimo, że zewsząd padają stwierdzenia, że na pewno sędziuję po to, by gapić się na męskie tyłki. No cóż, nie mam innego wyjścia, taka robota. Nie, żebym miała coś przeciwko, ale jednak podczas meczu są trochę ważniejsze rzeczy.

Żeby nie było - kobiety też grają i robią to na coraz lepszym poziomie! Co prawda wolę dalej sędziować facetom, ale każdej grającej babce należy się wielki szacun! (5 czerwca 2016 r., Boguchwała)
Miło jest też żyć z tą świadomością, że mojej skromnej osobie więcej się wybacza. Rożny zamiast rzutu od bramki? Szybko poprawiam wskazanie, a z trybun słyszę tylko przeurocze teksty, że zakręcona jestem jak moje włosy. Nie oszukujmy się - gdyby na moim miejscu stał facet, od razu poszłoby mu w pięty. To chyba właśnie z tego powodu koledzy lubią mieć kobiety na meczach - łagodzimy obyczaje i cholernie nam z tym dobrze. Po prostu, zwiększamy prawdopodobieństwo, że spotkanie będzie łatwiejsze do ogarnięcia, bo przyjechała kobieta i macie się zachowywać trochę normalniej niż zawsze. Swoją drogą - znacie ten tekst, że kobieta uwielbiająca piłkę nożną jest największym skarbem dla mężczyzny? 
Zapomniałam też o najważnieszym - przynajmniej dla mnie. Nie ma nudy! Co weekend jeździsz w inne miejsca, poznajesz nowych ludzi. Zdarza się, że na ostatnią chwilę zgarniają Cię na mecz. Niemal na każdym jest pewna dawka adrenaliny - czasem większa, czasem mniejsza. Jest - to najważniejsze. Biega się przez te półtorej godziny i nawet nie wiecie, jaka to ulga jak się skończy... Nie, no. To bieganie samo w sobie też jest fajne. Mimo skupienia ten wysiłek sprawia, że zapominasz o całym świecie. Można więc stwierdzić że pocenie się i (opcjonalnie) tarzanie się w błocie mają funkcję terapeutyczną. Przy okazji dbamy o linię!

Ważne jest to, aby zdać sobie sprawę z jednego - jeśli wczytacie się w ten tekst zrozumiecie, że każda zaleta może stać się wadą i odwrotnie. Nie ma reguły; pewne zachowania różnych środowisk zawsze są dla nas dobre bądź złe. To, co dla mnie będzie zaletą, dla kogoś innego niekoniecznie nią będzie. Czy naprawdę jest tak źle jak mogłoby się wydawać? Nie, skądże! Ale nie będę owijać w bawełnę, że nie każda dziewczyna się do tego nadaje. Głównie psychicznie, bo kondycję można wyrobić trochę łatwiej (sama jako sportowiec z serii "do dupy" mogę potwierdzić, że można dać radę). Ale warto spróbować. Choćby na chwilę przeżyć taką przygodę. I nikt nie zarzuci, że nie wiesz, co to spalony!

4 komentarze :

  1. super wpis :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudnie mi się czytało. Gratuluję pasji i życze wytrwałości na boisku. Mam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :) Pasja przyszła z czasem; nie sądziłam, że dam radę zwłaszcza, że dużo osób we mnie nie wierzyło. Teraz aż się buzia cieszy, kiedy gratulują wytrwałości :)

      Usuń

Cześć, witam Cię w moim małym pieprzniku! Chętnie poznam Twoje zdanie na różne tematy; skargi, wnioski i konstruktywne raklamacje również. Zapraszam do komentowania, będzie mi bardzo miło! ;)

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka