środa, 28 października 2015

19. Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie - jak było?

Nadszedł w końcu ten wyczekiwany przeze mnie dzień. 23 października, kiedy to zmęczona po nocce w pracy, zajęciach od rana (omijając niestety wykład z mojej ukochanej kryminologii) wsiadłam w autobus do Krakowa. Spędziłam cudowny, iście zakręcony weekend na najwyższych obrotach w tym miesiącu! Teraz, pochłonięta targowymi wrażeniami i wspaniałymi spotkaniami mogę chwilkę odsapnąć... Siedząc już z samego rana na zajęciach i pisząc ten post. Jak zawsze było warto! Jak oceniam tegoroczne, 19. Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie?

W tym roku, w porównaniu z poprzednim, było kilka zmian na plus, i kilka na minus. Cóż, nie można mieć wszystkiego. Kolejki były zdecydowanie mniejsze i poruszały się sprawnie, co w porównaniu z 18. Targami było prawdziwym wybawieniem. Darmowe szatnie też są na plus (rok temu przyjechałam z grubą gotówką na Targi i miałam mega problem, żeby znaleźć w portfelu dwa złote na szatnię,  bo pani nie miała jak wydać…).  Wchodząc można było zobaczyć jeden wielki ścisk, brak miejsca do posadzenia swoich czterech liter (przynajmniej w ilości wystarczającej) i wiele stoisk przeróżnych wydawnictw. Nawet bankomat był, ale popsuł się wzorem roku poprzedniego. No, ale to klasyczny urok Targów Książki. Są też przecież dobre rzeczy...

Kryzys czytelnictwa w Polsce? Nigdy w życiu!
Przede wszystkim oni – autorzy i wystawcy. A tych było naprawdę sporo! Jak co roku, można było spotkać wielu uwielbianych przez książkoholików twórców. Swoje książki podpisywali m. in. Anna Dymna, Wojciech Cejrowski, Tadeusz Biedzki, Marek Pindral, Janusz Leon Wiśniewski, Patryk Vega i inni. Na tego ostatniego „polowałam” wybitnie; był takim moim prywatnym celem, który udało mi się zrealizować. Miałam okazję chwilę z nim porozmawiać i jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. Świetny człowiek! No, i coś czuję, że możemy wypatrywać na horyzoncie jego nowych książek! Bardzo mnie ten fakt cieszy.

Swoje książki podpisywali między innymi Anna Dymna...

...czy Wojciech Cejrowski
(na Targach jak zawsze boso, otoczony wianuszkiem wielbicieli jego literackiej twórczości)
Na stoisku Księgarni Matras pojawił się między innymi Andrzej Sołtysik. Zasłuchiwałam się w jego wypowiedziach, choćby o tym, że lektury dojrzewają wraz z nami... Bardzo miłe uczucie, kiedy ktoś mówi dokładnie to, co siedzi w Twojej głowie. Chyba znalazłabym z nim wspólny literacki język.
Żałuję tylko, że przez moje zakręcenie nie wzięłam z domu książek Janusza Leona Wiśniewskiego, Tadeusz Biedzkiego i Marka Pindrala do podpisu. Chociaż, do pierwszego z wymienionych przeze mnie panów, gdziekolwiek by się nie pojawił, kolejki były tak długie, że zdezerterowałabym przy pięciu minutach stania. Nic to, za rok jubileuszowe Targi, odbiję sobie na pewno.
Jeśli chodzi o wystawców, to pełna różnorodność. Komiksy, wydawnictwa naukowe, religijne, dziecięce i młodzieżowe, stoiska z gadżetami dla moli książkowych… No po prostu raj. Niemal wszystkie cieszące oko. Ale ścisk był przez to niesamowity. Cóż, coś za coś.

Komiksy w tym roku nie zawiodły! Zarówno jeżeli chodzi o cosplay...
... jak też sztukę rysunku.
Książka w mieście też nie próżnowała!
Na Targach kupiłam tylko zakładkę, ale ta koszulka z napisem "Book morning!" kiedyś będzie moja! 
Na stoisku Wydawnictwa Novae Res dałam też sobie poczytać... w myślach.
Jak widać czytanie może mieć różne oblicza.
Nie oszukujmy się. Targi to przede wszystkim ludzie. Nie tylko autorzy. Dla mnie najważniejsi są blogerzy. W końcu to jedna z niewielu okazji, żeby spotkać się raz na ruski rok. Z pewnością gdybym studiowała w stolicy małopolskiego, sytuacja wyglądałaby inaczej. Z blogami jest dziwna sytuacja, przynajmniej jeżeli chodzi o oficjalne spotkania targowe. Rok temu mimo, iż spotkanie nie wyszło tak, jak miało, to organizacyjnie spotkania były przeprowadzane fajnie - rejestracja na stronie targowej i dawało jakoś radę. W tym roku jakimś dziwnym trafem można było się rejestrować tylko na portalu granice.pl, co skutecznie utrudniło mi udział w jakimkolwiek panelu (kiedy dowiedziałam się o tychże zapisach miejsc już nie było; w praktyce wyszło tak, że połowa osób zarejestrowanych na takich spotkaniach się nie pojawiła i miejsca były wolne). Proponuję na przyszłość wrócić do metody sprzed roku. Ale wracając...
 Co prawda nie wszystkich miałam okazję zobaczyć czmychających między stoiskami obładowanych książkami, ale nadrobiłam spotkaniem w Smakołykach. Nareszcie mogłam zobaczyć Agatę i Gosię, które rok temu wprowadzały mnie w targowy klimat, Julkę (która to musiała zrobić mi smaka na pierogi), Karolinę z Tanayah Czyta, Sylwię, Natalię, Kingę, Sardegnę, niezmordowanego prowodyra spotkania Janka razem z Secrusem (chyba pierwszy raz widziałam na własne oczy pełny skład Tramwaju nr 4), Anię, Magdę oraz.. Magdę, z którą musiałam spotkać się aż w Krakowie mimo, że obie pochodzimy z tego samego miasta (które - chcąc porównać na podstawie wielkości z Krakowem - wypada przy stolicy małopolski blado). Szok i niedowierzanie po prostu! Było też sporo innych osób, ale ciężko było wszystkich dostrzec i z wszystkimi pogadać. Frekwencja w tym roku niezwykle duża. Mam nadzieję przyjeżdżać do Krakowa częściej, żeby móc zobaczyć się chociaż z częścią towarzystwa; oby czas pozwolił...

Czas na targowe łupy. Zdecydowanie jest to punkt, z którego jestem najbardziej dumna.
Przywiozłam ze sobą pięć cudnych, książkowych nowości, które z trudem zmieściły się do torby podczas pakowania. Kupiłam trzy książki:
  • Patryk Vega, Złe psy. W imię zasad.
  • Patryk Vega, Złe psy. Po ciemnej stronie mocy.
  • Val McDermid, Anatomia zbrodni. Sekrety kryminalistyki.
Nawet czekanie to sama radość! :)
Fota z Patrykiem Vegą musi być.
Poza spotkaniem z blogerami, to była najlepsza chwila tych Targów! :)
Oczywiście najnowsza książka Vegi została przez niego podpisana. Mam nadzieję, że będę miała okazję zobaczyć go w Krakowie na Targach za rok z nową pozycją. Było jeszcze kilka książek, na które polowałam, ale dopchanie się do niektórych stoisk, a później ograniczony budżet nie pozwoliły mi na zakupienie większych ich ilości (dziwi to kogoś? W Krakowie wydałam swój mały majątek;  na następne targowe szaleństwo chyba będę oszczędzać już od stycznia). Niemniej, takie pozycje jak Wielkie (i te mniejsze) pytania psychologii czy cykl książek o Masie, który opowiada o obliczach polskiej mafii kiedyś i tak trafią w moje ręce. Na wspomnianym już spotkaniu udało mi się zdobyć jeszcze Dziennik z Guantanamo oraz Honor krwi. Teraz tylko liczyć na to, że będę miała czas by przeczytać je wszystkie.
Miałam też w końcu okazję odwiedzić stoisko Książki w mieście. Zawsze marzyłam, żeby mieć choć jedną, ręcznie wykonaną zakładkę. Sądzę, że kiedyś do kolekcji dołączą kolejne. Czyż nie jest cudna?

Książkowe zdobycze z tegorocznych Targów. Oby tylko znalazł się czas na czytanie... :)
Nowa zakładka. Kolejna do kolekcji. Tej, mam nadzieję, nie zgubię jak większości.
PS. Sówka "pozuje" na książce, której recenzja ukaże się na blogu ;)
Ogólnie rzecz ujmując, Targi mogę uznać za udane. Przede wszystkim ze względu na ludzi - blogerów, autorów, oraz przyjaciół i brata, którzy wypełniali mi czas między pobytami w EXPO i nie pozwolili zgubić się w Krakowie. Organizacyjnie było wg mnie kilka minusów, ale w sumie żadnym się tak nie przejęłam jak tym związanym z panelami dla blogerów. Targi to w końcu ludzie, a widok niektórych przez kilka godzin musi mi wystarczyć na rok. Podobnie z organizacją sobotniego nawału biegaczy - tutaj akurat minus dla miasta za tak beznadziejny termin wydarzenia sportowego (ja wiem, że Kraków to duże miasto, ale organizować dwie imprezy, w tym jedną o zasięgu międzynarodowym, w niemalże tym samym miejscu, to lekka przeginka. Zakładam, że nie tylko ja utknęłam w korku na Nowohuckiej chcąc dostać się do EXPO). Poza tym wspaniali autorzy, dużo paneli, na które niestety nie mogłam w większości dotrzeć i mega atmosfera. W przyszłym roku 20., jubileuszowe Targi Książki, więc liczę na powtórkę z rozrywki.

To był iście udany, książkowy weekend!

8 komentarzy :

  1. Też byłam na tym spotkaniu blogerów i rzeczywiście tłok był :). Żałuję, że nie zostałam do końca, ale już padnięta byłam. Mam nadzieję, że jeszcze jakieś spotkanie blogerów się w tym roku odbędzie. W sumie duża część z Krakowa była. I już niekoniecznie z książkami itp. Kiedyś ktoś takie nieoficjalne zupełnie organizował... Nie wiem, czy nie Gosiarella...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie, byłby to bardzo fajny pomysł :) Wiele bym zrobiła, żeby się wtedy na nim pojawić nawet, jeśli oznaczałoby to wypad do Krakowa :D

      Usuń
  2. Ja byłam tylko w sobotę, ale i tak będę wspominać te godziny do końca życia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nawet nie wiem, czy mi gdzieś kątem oka nie mignęłaś na stoisku Empiku,ale taki tłok był, że nawet pewności nie mam :( Rzeczywiście, momenty warte zapamiętania :D

      Usuń
  3. O, no nie, znowu mi zostały wypomniane te pierogi! ;) Ja zawsze po targach jestem po prostu wykończona, trochę zła (ze względu na organizację - też wpadłam w korki), ale równocześnie też bardzo, bardzo zadowolona :D
    Fajnie było Cię znowu spotkać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wzajemnie ;) A te pierogi tak na dobrą sprawę okazały się moim wybawieniem, pyszne były! Mam nadzieję, że do następnych Targów szybko czas zleci, a ja się gdzieś jeszcze w okolicy pojawię ;)

      Usuń
  4. Te Targi były naprawdę udane! Ty mówisz, że nie wzięłaś książek z domu do podpisu, a ja nie zapomniałam w niedzielę Bondy, którą wylosowałam w sobotę. :P Świetne te zakładki z Książki w mieście. Miałam kupić, ale w końcu się skusiłam na kubeczek. ;)
    Bardzo miło było Cię poznać. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie da się ukryć, nie mogę doczekać się następnych :D Kubka zazdroszczę, sama nie wiedziałam, co tam kupić; tyle było piękności. Mnie również było miło ;)

      Usuń

Cześć, witam Cię w moim małym pieprzniku! Chętnie poznam Twoje zdanie na różne tematy; skargi, wnioski i konstruktywne raklamacje również. Zapraszam do komentowania, będzie mi bardzo miło! ;)

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka