Od kilku dni niemal bez przerwy pada. I mimo ogromnego zabiegania jakie mnie teraz dopadło, myślom często zdarza się gdzieś uciekać. Najczęściej do wspomnień, które kryją w sobie listy. Nie tylko te, które napisałam, ale też takie, które zdarzyło mi się dostać. Także do tych, których adresatem i nadawcą nie jestem; które mogę tylko czytać, będąc świadkiem czegoś pięknego. Do Listów na wyczerpanym papierze...
Prawdę mówiąc, skończyłam tę książkę czytać kilka miesięcy temu, ale parę razy do niej wracałam. Chciałam przeczytać listy Agnieszki Osieckiej i Jeremiego Przybory głównie ze względu na platoniczną miłość do epistolografii, ale nie sądziłam, że tak mnie one poruszą, że nie będę w stanie nic o nich napisać. Przynajmniej przez jakiś czas. Owszem, podczas czytania wywarły na mnie taki wpływ, że spontanicznie powstał ten tekst, ale to było tyle. Wracałam do ich słów tysiące razy przez te miesiące i dalej nic. Aż do teraz. Jakkolwiek sądzę, że żadna będzie z tego recenzja - wydaje mi się niemożliwe powiedzieć coś konstruktywnego na temat płynących prosto z serca słów...
Ona - młoda, piękna, trochę szalona. Kochająca wolność i nielubiąca dłuższych związków. On - starszy od niej o ponad 20 lat, żonaty, dzieciaty. Mistrz słowa, liryczny humorysta. Ustatkowany i porządny. Zakochany. Dwójka poetów, artystycznych dusz. Agnieszka Osiecka i Jeremi Przybora. Ich piosenki zna cała Polska, ale o historii ich romansu, burzliwego uczucia, wielu nie słyszało do czasu powstania tej książki. Zaczyna się ona od wstępu Pani Magdy Umer, kończy zaś tekstami piosenek, które powstały w wyniku wzajemnych uczuć Osieckiej i Przybory. Listy na wyczerpanym papierze zawierają niepublikowaną do tej pory korespondencję tej dwójki z lat 1964-1966.
Wewnątrz oprócz listów znajdziemy także pocztówki oraz zdjęcia...
Wiele emocji po przeczytaniu tych listów kłębiło i kłębi mi się do tej pory w głowie. Ogrom przemyśleń. Nie tylko na temat miłości dwojga ludzi, chociaż te przede wszystkim. Dużo smutku odczuwałam czytając słowa z serca ludzi, którzy chcieliby a nie mogą. Którzy nie potrafili się ze sobą porozumieć mimo łączącego ich uczucia. Bo jak inaczej można nazwać tę miłość jeśli nie niespełnioną? Nie dziwię się Jeremiemu Przyborze, że nie mógł znieść postawy Agnieszki - nieskorej do głębszych relacji, wolnej, lubiącej podróże, dla której ważna była ona. Nie mogę dziwić się Agnieszce Osieckiej za to, że nie zagłębiła się w ten związek, kiedy miała do czynienia z psem na baby (bo w końcu był niezwykłym mężczyzną przyciągającym do siebie kobiety) , w dodatku żonatym i z dzieckiem do kompletu. Deklaracje takiej osoby wydają się przecież na pierwszy rzut oka wyssane z palca. Ale między nimi było coś magicznego, co przetrwało do końca. Ta miłość była i trwała mimo wszystko. Tym bardziej bolało mnie to, z jaką lekkością zamiatają niektóre ważne sprawy pod dywan. Może było im tak lepiej? Ale serce mi się krajało kiedy raz za razem czytałam te listy; gdy czytałam, że dwójka ludzi w sobie zakochanych, inteligentnych, nie potrafi się porozumieć...
Z drugiej strony, przeżyli coś najpiękniejszego, co może przytrafić się ludziom. Miłość mimo, że bolesna i nieszczęśliwa, przynosi nam radość. Przeżyli razem wiele chwil, które traktowali jak skarby. Pielęgnowali w sobie każdy najdrobniejszy szczegół swojej znajomości i cieszyli się nim.
Pozostaje mi tylko życzyć Wam i sobie umiejętności i chęci pielęgnowania radosnych chwil tak, jak robili to Agnieszka Osiecka i Jeremi Przybora, bo do przeczytania Listów... liczę na to, że zachęcać nikogo nie muszę.
"Odkąd Cię tu nie ma, przestaję trochę wierzyć, że mogłaś mi się w ogóle przytrafić, że tyle rzeczy pięknych i niezasłużonych może nagle spaść na człowieka."
Wspaniała książka. Muszę ją mieć :)
OdpowiedzUsuńNie mogę się nie zgodzić. Sama planuję zdobyć jakoś własny egzemplarz, żeby nie męczyć tego z biblioteki ;)
Usuń