czwartek, 23 października 2014

Tajemniczy ogród

Bez wątpienia nadeszła już jesień. Stwierdzić to można między innymi na dwa sposoby - wyglądając przez okna i zaglądając wgłąb samych siebie. W noc taką jak ta, kiedy w stolicy Podkarpacia leje deszcz, nie ma lepszego sposobu na nieprzespaną noc jak kubek gorącej herbaty, cicha muzyka z Radia Leliwa sącząca się do moich uszu i myślenie o wszystkim i o niczym; wchodzenie do swojego małego świata... Zupełnie tak, jak do tajemniczego ogrodu wchodziła pewna mała dziewczynka, główna bohaterka jednej z książek Frances Hodgson Burnett...
(...) była w tajemniczym ogrodzie i miała wrażenie, że odkryła jakiś własny świat.
Spod pióra tej znakomitej brytyjskiej autorki wyszły takie dzieła jak "Mały lord" czy "Mała księżniczka", czyli - jak wskazują tytuły - przede wszystkim powieści przeznaczone dla młodszego odbiory. To właśnie one przyniosły jej sławę. Jednakże, to "Tajemniczy ogród" jest obecnie uważany zarówno za klasykę literatury dziecięcej, jak i za najlepsze dzieło pani Burnett.

Powieść ta opowiada historię Mary Lennox - małej dziewczynki urodzonej w Indiach, która - ze względu na pozycję społeczną swoich rodziców - wychowywana jest przez służącą. Mary, jak na jedyne dziecko bogatych rodziców pozbawione ich miłości przystało, jest niemiła i opryskliwa; nie cieszy się również dobrym zdrowiem czy przesadną urodą. Wszystko musi zmienić się, gdy rodzice dziewczynki umierają z powodu epidemii cholery i ta zmuszona jest wyjechać do Anglii, gdzie zajmować się nią ma nieznany jej dotąd wujek, Archibald Craven. Resztę spojlerów sobie daruję, zakładając, iż każdy logicznie myślący domyśli się reszty, ewentualnie ową powieść przeczytał bądź przeczytać zamierza...

"Tajemniczy ogród" teoretycznie jest książką przeznaczoną dla dzieci. Nie bez powodu jest lekturą w podstawówce (swoją drogą, to właśnie w ten sposób miałam okazję z tą powieścią się zapoznać). Doceniana jest za swój wartki język, idealny dla młodszego czytelnika czy też kreację świata przedstawionego, który pozwala wyzwolić w każdym trochę dziecięcej wyobraźni i, co równie ważne, skłania do chwili refleksji (swoją drogą, jest to idealny powód, by powieść pani Burnett przypomnieć sobie w jesienne wieczory) - co znaczy, że z powodzeniem mogą po nią sięgnąć także starsi.

Wydaje mi się, że ta powieść mogłaby z powodzeniem zastąpić wiele dzisiejszych podręczników/poradników/whatever dotyczących rodzicielstwa. Jak wielką wagę autorka przywiązuje do socjalizacji pierwotnej (wybaczcie, jakieś zboczenie po dzisiejszych/wczorajszych wykładach z socjologii), do tego, by okazywać dziecku swoją miłość i czułość, by spędzać z nim czas i przekazywać mu odpowiednie wzorce; żeby na ludzi mogło kiedyś wyrosnąć.
Idąc dalej, jak wielka potrafi być siła natury w naszym życiu; jak świeże powietrze, wystawienie naszych facjat na słońce może nas uzdrowić, na ciele i na duchu. Jak bardzo ważne to jest w świecie, gdy widzę ośmiolatka z lepszym telefonem niż ja, który non stop przed komputerem...?
Potem się ludzie zastanawiają dokąd ten świat zmierza, a przecież czasem wystarczy tak niewiele...

O "Tajemniczym ogrodzie" można by mówić wiele - mogłabym wspomnieć, że to powieść uniwersalna, że klasyka; o symbolice mogłabym mówić, o bohaterach mogłabym coś wspomnieć, o przemianie Mary, która w końcu razem z tytułowym ogrodem sama rozkwita, wewnętrznie i zewnętrznie. Sądzę jednak, że jeśli ktoś w podstawówce ominął lekturę owej powieści Francis Burnett, powinien zaległości szybko nadrobić, a jeśli już miał okazję, to może warto wrócić do historii Mary choćby myślami...?
Może na początek wystarczy mocno uwierzyć, że stanie się coś dobrego i wtedy się spełni.

3 komentarze :

  1. Bardzo lubiłam tę książkę :). Film na jej podstawie zresztą też :). // A w Krakowie panuje teraz taka jesienno-tajemnicza aura (albo bardziej pragmatycznie - taki mgło-dym, który wszystko spowija, ale jak kto tam woli ;) ).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mgło-dym brzmi całkiem nieźle ;) W Rzeszowie nie lepiej, nic nie widać, ale mimo wszystko nawet taka mgła ma swój rodzaj magii. W końcu, "kogo mgła nie nachodzi, kogo nie osacza, kto się z mgłą nie boksuje, ten nie wie, co to jest: koniec stanu oblężenia."

      Usuń
  2. Chętnie zobaczyłabym taką sztukę, ale nie ma nic podobnego w mojej okolicy. A szkoda. Zazdroszczę :)

    OdpowiedzUsuń

Cześć, witam Cię w moim małym pieprzniku! Chętnie poznam Twoje zdanie na różne tematy; skargi, wnioski i konstruktywne raklamacje również. Zapraszam do komentowania, będzie mi bardzo miło! ;)

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka